czwartek, 22 maja 2014

Przegląd magazynu "Wróżka"- ciekawe artykuły

Cześć:)
Jednak dzisiaj blogowanie wciągnęło mnie na dobre i ciężko mi się oderwać od komputera;) Teraz chciałabym Wam przedstawić kilka ciekawych artykułów z magazynu "Wróżka". Oto one:

TEMAT 1
Gdzie mieszka dobro? Dlaczego jedni z sercem na dłoni dzielą się z innymi tym, co dla nich najcenniejsze, a inni strzegą tego tylko dla siebie? Czy bycia dobrym można się nauczyć, czy trzeba się takim urodzić?! 

Kasia od lat, co drugi dzień, biegnie po szkole do pobliskiego domu opieki. Tu razem z pensjonariuszami spędza długie godziny. Czyta im książki, otula pledami, gdy chłód daje im się we znaki, i chodzi na spacery w słoneczne dni. Kasia jest ulubienicą staruszków, ich oczkiem w głowie. – Ja im pomagam – owszem – ale oni dają mi znacznie więcej – zwierza się dziewczyna. – Dzielą się ze mną mądrością życiową, opowiadają cudne historie, rozpieszczają ciastkami i dziergają czapki na drutach. Ja daję im uwagę, swój czas i swoją siłę, a oni w zamian mnie doceniają, okazują sympatię i troskę. Wszystkich ich kocham jak własnych dziadków. Dla mnie dzień bez zajęć w domu opieki jest dniem zmarnowanym – dodaje z uśmiechem. 

Czy Kasia – drobniutka studentka z Lublina – nie uderza w te same tony co sławny imperator rzymski, cesarz Tytus Flawiusz? To on pewnego wieczoru podczas wieczerzy uświadomił sobie, że tego dnia nie zrobił nic dobrego dla swoich poddanych, i zawołał do towarzyszy: „Przyjaciele, straciłem ten dzień!”… 

Czy wielu z nas, na podobieństwo cesarza i Kasi, zastanawia się nad tą sferą swojego życia? Okazuje się, że tak! Że są wśród nas ludzie, którzy mają serca na dłoni, niosą pomoc i nie oczekują niczego w zamian. Mimo czasów, gdy hedoniści górą, a wszystko zdaje się krzyczeć: „Dbaj tylko o siebie! Ty jesteś najważniejszy!" A może właśnie dlatego chcą pomagać innym? Przecież na końcu każdego łańcucha dobroci jesteśmy my sami...  

TEMAT 2
Z emocjonalnym dawaniem i braniem jest tak, jak z ofiarowywaniem świątecznych prezentów. Jakość ważniejsza jest od ilości.
To był dziwny związek - z tych wymuszonych koniecznością. On, rozwiedziony na rozstaju dróg, ona - koniecznie chcąca się do kogoś przytulić wieczorową porą. Od początku czuła, że to ona inicjuje, to jej bardziej zależy, to ona się stara. On, owszem, przyjmował seksualne i emocjonalne dowody miłości i z ociąganiem dawał coś z siebie, ale robił dobrą minę do złej gry. Ona też udawała, że wszystko gra. Do momentu swoich 30. urodzin, które zaplanowała tylko w duecie. W prezencie przyniósł jej... informacyjne broszury wojskowe (pracował w MON-ie). 

- Poczytasz sobie, wiem, że lubisz takie książeczki - powiedział z uśmiechem. Rzeczywiście, trochę interesowała się wojskiem, ale... liczyła na coś bardziej osobistego. - Zatkało mnie, poczułam się upokorzona, zdobyłam się jedynie na coś w rodzaju skrzywienia warg - wspomina Martyna. 

- Kiedy następnym razem podarował mi wojskowe albumy, w tym okropne wydanie „Księgi Pieśni Polskich", zrozumiałam, że nawet nie zastanawia się nad prezentem dla mnie, tylko sięga do swojej wojskowej szafki i wyciąga to, co mu tam zalega. Dotarło do niej, że te odkurzane książki to tak naprawdę symbol jego uczuć: letnich, niewymagających wysiłku, bez pasji, łatwych, dostępnych na wyciągnięcie ręki.

Warunkowo i bez granic

W tamtym miejscu i czasie Martyna nie chciała sobie pozwolić na samotność. Spotykali się jeszcze przez rok. Ona powoli dojrzewała do odejścia. Ale... zaczęła się niezobowiązująco spotykać z interesującym kolegą z pracy. Któregoś wieczoru Pan Militarny zjawił się u niej z... prawdziwym prezentem. Były to klipsy i naszyjnik. 

W kiepskim stylu i niepasujące do niej, ale Martyna wiedziała, że to znak tego, że on się właśnie zakochał. I rzeczywiście tak było. Pan Militarny zaproponował wspólny wyjazd do USA. Tyle tylko, że Martynie już przestało zależeć. Kolega z pracy okazał się hojniejszy w dzieleniu się z nią uczuciami.



TEMAT 3
Mamy magiczną zdolność zatrzymywania czasu. W naszych wspomnieniach. Pamiętajmy o tym, przeżywając najpiękniejsze chwile wakacji... Gromadźmy ten dobry czas w sobie.


Wrażliwy człowiek na urlopie jest jak japoński turysta – dużo fotografuje. Tyle że urządzeniem znacznie czulszym od najdroższego aparatu – własnym umysłem. Zrobione umysłem „zdjęcia” wydają się często przypadkowe, jakby nasz „aparat” dyndał bezwolnie na szyi i wybierał klatki losowo. Jednak gdy się im przyjrzeć, widać, że to jednak nie jest dzieło przypadku. To nasze wspomnienia. 

Co ma szansę się w nich znaleźć? Wcale nie to, co obiektywnie najważniejsze i co polecają przewodniki. A jedynie to, co obudziło w nas emocje – złe lub dobre, ale zawsze jakieś. W naszym albumie wspomnień nie znajdziemy po latach niczego, co nas nie poruszyło. To tłumaczy, dlaczego czasem zapamiętujemy w szczegółach romantyczny wypad za miasto, a brakuje nam „emocjonalnych zdjęć” nawet z podróży, których inni nam zazdroszczą. 

Dlaczego pamiętam Banja Lukę

– Podróżuję od 17 lat – opowiada Hanka. – To moja największa pasja. Byłam w naprawdę cudownych miejscach: Rzym, Maroko, Wodospad Niagara. Ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć, kogo tam spotkałam, w jakim to było miesiącu, czy drzewa były zielone, czy może pokryte jesiennymi liśćmi albo przez jakie miasta przejeżdżałam, zmierzając w to miejsce. Pamiętam dobrze tylko dwie wyprawy: do Bośni i w góry Kaukazu. Zamykając oczy, oglądam te wspomnienia jak film, z najmniejszymi szczegółami. Widzę mały, nieco obskurny bazarek w Banja Luce i kobietę w pstrokatej chustce sprzedającą burka – przepyszny placek z mięsem, a wokół niej tłoczących się, wygłodniałych całodziennym zwiedzaniem turystów oraz zapach małych, białych kwiatków rosnących nieopodal zagubionego pomiędzy wzgórzami krzyża. 


TEMAT 4
Odgruzuj dom i swoje myśli, by łatwiej znaleźć prawdziwą siebie. Minimalizm uczyni cię wolną i zadowoloną z życia.

Na kiepski humor kupujesz sobie kolejną parę butów, a łażenie po centrach handlowych cię odpręża? Z bólem rozstajesz się z ukochaną koszulką, z której dawno „wyrosłaś”, albo z od dawna niemodnymi spodniami? Uważaj! Jesteś uzależniona od rzeczy! 

Wyzierające zewsząd przedmioty pożerają cię żywcem. Jesteś zarażona najpoważniejszą chorobą naszej cywilizacji – gromadzeniem, chomikowaniem, składowaniem! Wszystkiego! Przedmiotów, informacji, emocji. Na własne życzenie fundujemy sobie tłok, który nas samych zgniata i powoli w nim nikniemy – stajemy się mali i przeciętni. Gubimy w nim własną odrębność...

Codziennie jesteśmy atakowani tysiącami reklam, promocji i niepotrzebnych komunikatów. Czytamy, że jakaś gwiazda kupiła samochód czy nową kieckę – i podświadomie zaczynamy pragnąć tego samego. Powoli stajemy się tym, co chcą z nas zrobić producenci tych wszystkich przedmiotów – pacjentami szpitala zwanego posiadaniem. Ogromnymi worami na rzeczy! 

Na tę straszną chorobę cierpią miliony ludzi. Szczęśliwie są i tacy, którzy pragną nas z tego leczyć. Ci, którzy dostrzegli, że by odzyskać swoją prawdziwą tożsamość, zrozumieć i dostrzec to, czego nam naprawdę potrzeba, musimy uwolnić się od nadmiaru rzeczy, które nami zawładnęły. Już mało kto pamięta, jakie sacrum kryją np. święta wielkanocne, zwykła niedzielna zabawa z dziećmi na łonie natury czy okazywanie uczuć gestem, słowem, byciem.


źródło: magazyn "Wróżka"

Co sądzicie na temat tych artykułów? Zgadzacie się z nimi czy nie? I czy podobają Wam się tego typu posty?
ZA KAŻDY KOMENTARZ DZIĘKUJĘ, NAPEWNO SIĘ ODWDZIĘCZĘ KOMENTARZEM NA TWOIM BLOGU!
P@ulli$t@

4 komentarze:

Allex on 22 maja 2014 18:04 pisze...

mi tam sie takie notki podobaja :)
www.allex096.blogspot.com :)

Antoniana on 22 maja 2014 21:22 pisze...

nie czytam czegoś takiego ; P

Weronika Lucja on 23 maja 2014 16:56 pisze...

śliczny blog i wyjątkowo ładny design

fruutti.blogspot.com

Anonimowy pisze...

Spoko :) Szczególnie ostatni artykuł przypadł mi do gustu pozdrawiam Grzesiek

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz:)